emilia romania co warto zobaczyć
Na Zakynthos jest sporo jaskiń. Popularne są również jaskinie na Przylądku Keri oraz na Marathonisi. 3. Zatoka Wraku (Navagio) Zatoka Wraku (zwana też Plażą Nawajo (Navagio) lub Shipwreck Beach) to najpopularniejsza atrakcja Zakynthos i jedno z najczęściej fotografowanych miejsc w Grecji.
Emilia Romania nazywana jest „Kulinarnym sercem Włoch”. Odnajdziemy w niej bogactwo smaków i zapachów. Ścieżki biegnące między winnicami i sadami drzew orzechowych zapraszają na niezapomniane wędrówki. Ceglane domy, średniowieczne bazyliki i zamki, parki narodowe i złociste plaże.
Bellaria – stacja kolejowa w Bellaria-Igea Marina, w regionie Emilia-Romania, we Włoszech. Znajdują się tu 2 perony.
Piacenza – stacja kolejowa w Piacenzy, w regionie Emilia-Romania, w prowincji Piacenza, we Włoszech. Znajduje się na linii Mediolan-Bolonia, Alessandria-Piacenza, Piacenza-Cremona. Stacja została otwarta w 1859. Jest zarządzana przez Centostazioni i Rete Ferroviaria Italiana. Rocznie z usług stacji korzysta około 5 mln pasażerów.
Cała podróż z lotniska do ścisłego centrum Bergamo nie zajmie Ci zbyt wiele czasu. W zależności od tego, jaki środek transportu wybierzesz, a także od natężenia ruchu drogowego, możesz dostać się tam w około 15- 25 minut. Widok z dachu na średniowieczne miasto Bergamo, miejsce, w którym znajduje się drugie lotnisko w
nonton fast and furious 7 sub indo rebahin. Bolonia to stolica regionu Emilia-Romania słynącego z najlepszej kuchni we Włoszech. Kiedyś Bolonią nazywano, nazywano la grassa (wł. gruba), dziś uchodzi za stolicę włoskiej kuchni. La grassa ponieważ stąd pochodzą: parmezan, aceto balsamico, szynka parmeńska, czy ragu bolognese. Honorowe miejsce w kuchni tego regionu zajmują, oczywiście makarony. Klasykiem pierwszego dania jest tagliatelle con ragu (tagliatele z mięsnym sosem). Właśnie tu powstały takie specjały jak lasagne, tortellini (chociaż mieszkańcy Modeny również roszczą sobie do tego prawo), czy Mortadela. Ale po kolei. Bolonia jest ośrodkiem uniwersyteckim. Jest to również jedno z najbardziej rozwiniętych miast we Włoszech, znajduje się tu wiele koncernów, co niestety odbija się na cenach. Na szczęście oferta kulinarna oraz ceny komunikacji publicznej pozwalają na zwiedzenie Bolonii w rozsądnym budżecie. Bolonia jak się tu dostać? Do Bolonii latają tanie linie lotnicze. Lotnisko znajduje się 6 km od dworca centralnego, położonego w centrum miasta. Latają tu Ryanair, czy Wizzair. A ceny można upolować bardzo tanio. Poruszanie się po mieście Historyczna część Bolonii zajmuje niewielki obszar, więc miasto możemy zwiedzać pieszo. Popularnym środkiem transportu jest tutaj rower. Dlatego przygotujcie się na wszędobylskie rowery, na których studenci śpieszą na swoje zajęcia. Spotkałam tu nawet kolażówkę, która skojarzyła mi się z starym rowerem mojego Taty. Pewnie dlatego stworzono tu wiele ścieżek rowerowych z którym mieszkańcy chętnie korzystają. Zwiedzanie Bolonii Plac Maggiore Zwiedzanie zaczynamy od Placu Maggiore, który jest najważniejszym placem w Bolonii już od czasów średniowiecza. W centralnym punkcie znajduje się Bazylika św. Petrioniusza – patrona Bolonii. Z pewnością Bazylika ma ciekawą fasadę, która w połowie jest wyłożona marmurem, w drugiej cegłą. W świątyni oprócz wielu ciekawych kaplic jak Cappella dei Re Magi z niesamowitym freskiem „Niebo” oraz „Piekło”, znajdują się najstarsze funkcjonujące organy w Europie. Z Placem Maggiore sąsiaduje Plac Neptuna. Fontanna od której wzięła się nazwa placu, została stworzona przez Giambologna. Architekt wybudował ją na cześć papieża Piusa IV, w taki sposób, by symbolizowała władzę papieża, który tak jak Neptun władał morzami, włada światem katolickim. Quadrilatero Quadrilatero to stara dzielnica kupiecka. Wchodząc w uliczkę via Peschiere Vecchie przeniesiemy się do gwarnej dzielnicy handlowej. Znajdują się tu klimatyczne sklepiki i restauracje. Przy ulicy via Drapperie spotkamy stragany ze świeżymi rybami, aromatycznymi serami, czy szynkami długo dojrzewającymi. W jednej z takich restauracji siadamy i zamawiamy oczywiście Spaghetti po Bolońsku (miejscowi nie znają tej nazwy, dla nich to pasta al ragu). Oczywiście jedzenie jest przepyszne, popijamy je winem Sangiovese. To lokalne wino słynie z silnego aromatu oraz ziemskiego posmaku z nieco owocową nutą. Trebbiano to z kolei białe wino , które było używany także do produkcji octu balsamicznego. Bolonia, czyli kolebka świata uniwersyteckiego Uniwersytet Boloński Po krótkim odpoczynku idziemy w kierunku Uniwersytetu Bolońskiego. Jest on najstarszym uniwersytetem na świecie. Uniwersytet wybudowano już w 1088 roku. Dzisiaj studiuje tu wielu młodych ludzi wszelakiej narodowości, a studencki klimat można poczuć na każdym kroku. Studiowali tu Francesco Petrarka, Umberto Eco, czy Mikołaj Kopernik. Jedną z ważniejszych atrakcji kompleksu jest Pałac dell’Archiginassio. Tutaj mieściła się główna siedziba Uniwersytetu. Od 1838 w pałacu znajduje się biblioteka miejska. Znajduje się w niej blisko 800 tysięcy egzemplarzy książek i manuskryptów. Mimo, że większość pomieszczeń nie jest dostępna dla turystów, w środku możemy zobaczyć słynny drewniany Teatr Anatomiczny. Na środku znajduje się biały marmurowy stół na których odbywały się sekcje zwłok, a drzwi były zawsze otwarte dla publiczności. Drugim pomieszczeniem do którego można wejść jest Stabat Mater Hall. Po wejściu warto poszukać otwartych drzwi i kraty przez którą można zobaczyć zbiory biblioteki. Informacje praktyczne: Bilet wstępu to koszt około 3 euro. Jednak jeśli nie chcemy zwiedzać tego pomieszczenia można po prostu pospacerować po dziedzińcu i po korytarzach budynku. Godziny otwarcia można sprawdzić na stronie: Po wyjściu z Uniwersytetu warto przespacerować się Arkadami. Niemal nieprzerwanie ciągnące się przestronne przejścia (kiedyś musiały pomieścić jeźdźca na koniu) mają w sumie 37 kilometrów i są najdłuższe na świecie. Istotnie, nas uchroniły przed deszczem. Można sprawdzić na stronie: Inne oblicze Bolonii Jeśli lubicie nieco mroczne klimaty to warto się wybrać do Bazyliki Santo Stefano. Znajduje się ona na kameralnym placyku. Bazylika to tak naprawdę siedem połączonych ze sobą kościołów, kaplica i dziedziniec. Wejście jest darmowe i warto poświęcić temu obiektowi trochę czasu. Ponieważ samo poruszanie się po Bazylice dostarcza niezapomnianyh doznań. Tutaj według legendy znajduje się misa Piłata, w której Piłat umył ręce po skazaniu Jezusa na krzyż. Znajdziemy tu również fresk „Rzeź niewiniątek”, grobowiec św. Pertoniusza, rzeźbę koguta przypominającą historię św. Piotra, czy odwzorowanie Jezusa tak jak na Całunie Turyńskim. Historia dwóch wież Jednym z symboli miasta i obowiązkowy punkt programu to dwie wieże – Asinelli i Garisena. W czasach średniowiecza budowanie wież było formą rywalizacji pomiędzy najbogatszymi rodzinami. Jednak pełniły one również funkcję obronną. Podczas gdy, w średniowieczu Bolonia takich wież posiadała ponad sto, z upływem czasu ilość ta się zmniejszyła, teraz miasto cieszy się garstką takich budowli. Garisenda jest połowę niższa od Asinelli i wyraźnie odchylona od pionu. Wieża ta ma blisko 100 metrów i jest prawdziwą gratką dla miłośników panoram. Jednak nie każdy wchodzący będzie się czuć tu bezpiecznie. Schody oparte są na drewnianych belkach, a wchodzący i schodzący turyści muszą manewrować, by zmieścić się w przejściach. Gdy pokonana się prawie 500 schodków na szczycie czeka na nas nagroda. Z pewnością widok z góry wynagradza wszelki trud, jedno spojrzenie i już wiadomo dlaczego Bolonia nazywana jest czerwonym miastem. Informacje praktyczne: Wejście na Garisendę jest zabronione. Wejście na Asinellę jest płatne 3 euro. A jeśli zainteresowaliście się tą częścią Włoch to zapraszam do dalszej części. Tym razem zwiedzamy Padwę: KLIK!
O Półwyspie Gargano i jego magicznej naturze po raz pierwszy usłyszałam dawno temu. Kilka zobaczonych zdjęć utwierdziło mnie w przekonaniu, że muszę tu koniecznie kiedyś przyjechać. Niestety to kiedyś okazało się trwać bardzo długo. Im lepiej poznawałam Włochy, tym bardziej puchła moja lista włoskich miejsc do odwiedzenia. Zresztą do dziś się to nie zmieniło. Lata mijały, Gargano chodziło mi gdzieś po głowie, ale cały czas było nam nie po drodze, aż w końcu w tym roku się udało. Pierwszą rzeczą, która zwróciła naszą uwagę była soczysta zieleń gargańskich pejzaży. Gargano to zarówno nazwa półwyspu położonego w północnej Apulii, jak i utworzonego w 1991 roku parku narodowego. Jego dumą i chlubą jest las Foresta Umbra. To właśnie on porasta wnętrze półwyspu, który słynie przede wszystkim z piaszczystych plaż, urokliwych zatoczek i formacji skalnych oraz położonych na klifach apulijskich miasteczek. Oto nasz subiektywny przewodnik po Półwyspie Gargano oraz miejsca, które według nas warto zobaczyć, poczuć lub posmakować. Vieste – najpiękniejsze miasteczko Gargano Zacznijmy od Vieste, najpiękniejszego miasteczek ze wszystkich, które odwiedziliśmy na półwyspie. Będąc na Gargano to miasteczko trzeba odwiedzić koniecznie. Labirynt białych uliczek, fantastyczne zachody słońca, bliskość piaszczystych plaż i autentyczność. Położone na samym krańcu Półwyspu Gargano białe miasto Vieste ma to wszystko. Vieste uznawane jest za nieformalną stolicę Gargano, znajdującego się na północy Apulii. Jego historyczne centrum tzw. Vieste Vecchia położone jest na malowniczym klifie oraz cyplu wysuniętym daleko w morze. Na jego skalistym krańcu znajduje się kościół San Francesco, będący jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w Vieste. Cypel to plątanina białych, do bólu włoskich uliczek, gdzie przy jednej z nich nocowaliśmy. To był nocleg z jednym z najlepszych widoków w Vieste. Śniadanie i zielona herbata na tarasie z widokiem na zatokę i zabytkową część miasteczka smakowały podwójnie. Ale nie będziemy się powtarzać, Vieste i jego okolicą zachwycaliśmy się już przecież w tym tekście: Vieste, urocze białe miasteczko na krańcu Półwyspu Gargano. Tam też znajdziecie więcej zdjęć tego miasteczka. Pizzomunno i Arco San Felice – najsłynniejsze formacje skalne Gargano Tuż obok historycznej części Vieste znajduje się jedna z najbardziej charakterystycznych plaż Gargano. Pizzomunno słynie z skalnej iglicy, która wyrasta kilkadziesiąt metrów od klifu, na którym położone jest Vieste. O historii jej powstania przeczytasz również w poście poświęconym Vieste. Skała jest faktycznie spektakularna, trzeba ją zobaczyć, ale na plażowanie warto oddalić się także kawałek dalej od Vieste. Po obu stronach miasteczka rozciągają się przyjemne, piaszczyste i zorganizowane plaże. Wystarczy pojechać kilka kilometrów dalej w kierunku Mattinaty, aby dojechać do dzikich oraz niezorganizowanych plaż i zatok. Pizzomunno Około 5 kilometrów od Vieste w kierunku Mattinaty znajduje się najsłynniejszy łuk skalny Gargano. Arco San Felice można zobaczyć z dwóch punktów widokowych, żaden z nich nie jest oznaczony. Pierwszy jadąc od strony Vieste znajduje się kilka minut pieszo od głównej drogi. Musisz zostawić samochód na poboczu, w miejscu które powinna wskazać nawigacja, a następnie wejść na wydeptaną ścieżkę. Ostrzegamy, że ścieżka jest wąska i momentami trzeba się przebierać pomiędzy krzakami gęsto porastającymi obie strony dróżki. Drugi punkt jest natomiast bardzo łatwo dostępny, znajduje się po drugiej stronie łuku, przy wieży Torre di San Felice. Bez problemu dostrzeżesz go z głównej drogi. Baia delle Zagare, Baia dei Faraglioni i Vignanotica Najbardziej znaną i najczęściej fotografowaną plażą Gargano jest Baia delle Zagare, nazywana także Baia dei Faraglioni. To są tak naprawdę dwie plaże rozdzielone formacjami skalnymi o nazwie Faraglioni. Dostać się tam można na trzy sposoby. Po pierwsze łódką w ramach wycieczki lub wynajętą na własną rękę. Po drugie przez hotele, do których przynależy część plaży nazywana Baia delle Zagare. Po trzecie leśną ścieżką, której przejście zajmuje około 20-25 minut, i która prowadzi na Baia dei Faraglioni. Dojście ścieżką nie jest oczywiste, ponieważ na głównej drodze nie ma żadnych oznaczeń. Aby na nią wejść, trzeba wejść pod mały wiadukt znajdujący się kilkaset metrów przed skrętem do Hotelu delle Zagare, jadać od strony Vieste. Nie warto zostawiać samochodu przy samym wiadukcie, ponieważ znajduje się on przy skręcie i policja lubi wlepiać za to grzywny. My zostawiliśmy samochód w pobliżu Ristorante Monte Barone da „Sor Pascal”, w której jedliśmy potem całkiem dobre orecchiette alla mattinatese oraz calamari fritti. Po wejściu na ścieżkę pojawia się pierwszy rozstaj z niewielką tabliczką informacyjną, tutaj trzeba skręcić w prawo na Baia dei Faraglioni. Skręt w lewo prowadzi do plaży Vignanotica, Na kolejnym, nieoznaczonym rozstaju musisz skręcić w lewo w drogę prowadzącą w dół i iść cały czas tą ścieżką aż dojdziesz do Baia dei Faraglioni. Plaża jest bardzo urokliwa, formacje skalne są malownicze, a sama skała ma bardzo ciekawą strukturę. Baia dei Faraglioni jest także popularna. Nam trafiła się autokarowa wycieczka, która zajęła spory kawałek plaży. Do wspomnianej plaży Vignanotica, uznawanej za jedną z najładniejszych plaż na Gargano, najłatwiej jest dotrzeć od strony Lido Vignanotica. Z opisanej ścieżki musisz do niej iść około 2 kilometry. Warto także poszukać mniej znanej plaży, w tych okolicach jest ich całkiem sporo. Peschici Peschici – urokliwe miasteczko w cieniu Vieste Do Peschici jechaliśmy pełni oczekiwań, że ujrzymy kolejne cudowne i urokliwe miasteczko. Słyszeliśmy opinie, że jest równie piękne jak Vieste, a nawet piękniejsze niż Vieste. Zgodnie stwierdziliśmy, że jednak nie jest. Na pewno jest wspaniale położone na wysokim klifie. Średniowieczny zamek, który datuje się na X wiek, wręcz wyrasta ze skały, widać to świetnie stojąc u jego stóp na falochronie wdzierającym się głęboko w morze. Ten widok jest fantastyczny, a Peschici prezentuje się jeszcze lepiej z sąsiedniego klifu kiedy widać u jego stóp plażę i rozbijające się o nią fale. Sama plaża jest bardzo ładna i kameralna, ta okolica jest też według nas najlepsza na nocleg. Do centro storico idzie się około 15 minut. I właśnie centro storico jest miejscem, które trochę nas rozczarowało. Nie miało tego klimatu, który czuliśmy w Vieste i pamiętamy z innych apulijskich miasteczek odwiedzonych podczas wcześniejszej podróży. Miało natomiast sporo sklepików dla turystów z towarami wszelkiej maści i informacjami w trzech językach. W Peschici byliśmy tuż po deszczu, jeszcze nie zdążyło zaświecić nam słońce, to na pewno wpłynęło na nasze postrzeganie. Ale jesteśmy pewni, że nawet w słońcu nie wygrałoby z Vieste. Peschici i otaczające je plaże Oczywiście Peschici trzeba zobaczyć, choć niekoniecznie trzeba robić z niego główną bazę noclegową. Są tu ładne plaże, ale więcej jest ich wokół Vieste i Mattinaty. Kilka kilometrów od Peschici znajduje się małe miasteczko Vico del Gargano, wpisane na listę najpiękniejszych włoskich miasteczek. Jego średniowieczna starówka jest bardziej klimatyczna i bardziej autentyczna niż w Peschici, jeżeli jest ono na Twojej trasie, możesz pomyśleć, aby je odwiedzić. Vico del Gargano Trabucco Da Mimi Jadąc z Vieste do Peschici lub dalej w kierunku Molise na pewno zobaczycie trabucchi, czyli drewniane konstrukcje zbudowane na brzegu, służące do połowu ryb. Lokalni rybacy musieli kiedyś zadać sobie pytanie po co wypływać w morze, skoro ryb jest tak wiele przy brzegu, po czym znaleźli jakże prosty i efektowny sposób, aby je poławiać. Tym sposobem są właśnie trabucchi. Jedno z najbardziej znanych znajduje się tuż koło Peschici. Trabucco Da Mimi cały czas pełni swoją podstawową funkcją, jaką jest połów ryb, ale równocześnie jest czymś więcej niż jednym z trabucchi. Tuż obok drewnianej konstrukcji znajduje się ceniona restauracja o niezwykłym portowym klimacie. Dzięki temu możesz najpierw zobaczyć tę niepowtarzalną konstrukcję, a następnie usiąść przy drewnianym stoliku z widokiem na morze i spróbować, co oferują tamtejsze wody. Ceny są umiarkowane, porcje średniej wielkości, a rezerwacja raczej konieczna. Polecamy ośmiornicę z rusztu podaną na ziemniaczanym puree z dodatkiem hiacyntów oraz stolik tuż przy oknie lub balustradzie z widokiem na morze i fale roztrzaskujące się o skały. Foresta Umbra – niezwykły las z listy Unesco Jak wspomnieliśmy na wstępie wnętrze Półwyspu Gargano zaskakuje kolorem soczystej zieleni. Zupełnie nie przypomina często wypalonych i niezalesionych krajobrazów w środkowej Apulii. Wnętrze Gargano porasta gęsty, głęboki las o nazwie Foresta Umbra. Jest on tak malowniczy i niezwykły, że został wpisany na listę Unesco. W Foresta Umbra wyznaczono wiele szlaków pieszych i rowerowych, przewyższenia nie są duże, a same trasy wielce wymagające. Jest tu kilka stopni chłodniej, więc w bardzo upalne dni w lesie można szukać wytchnienia. Podczas spaceru towarzyszyła nam cały czas ptasia orkiestra, a w niektórych miejsca las był tak gęsty, że nie przecisnął się przez niego żaden promień słońca. Foresta Umbra warto odwiedzić lub chociaż przejechać niezwykle malowniczą trasą, która prowadzi z Monte Sant’Angelo do Vieste. Monte Sant’Angelo, grota objawień, malownicze domy i opactwo w Pulsano Do wspomnianego Monte Sant’Angelo pojechaliśmy zobaczyć sanktuarium św. Michała Archanioła, drugie po Foresta Umbra miejsce wpisane na listę światowego dziedzictwa Unesco. W sanktuarium znajduje się grota objawień Michała Archanioła, która jest głównym celem dosyć licznych i często zorganizowanych w grupy zwiedzających. Poza kilkoma uliczkami ze straganami w okolicy sanktuarium, miasteczko jest całkiem przyjemne, spokojne. W Monte Sant’Angelo znajdują się tu ciekawe ruiny zamku (wstęp 2 euro), malownicza dzielnica Junno oraz labirynt białych uliczek w centro storico. Miasteczko znane jest ze znakomitego chleba, który można spróbować w niemalże każdym sklepiku z pamiątkami i lokalnymi produktami. Ponoć wyśmienite są także focaccie, ale nie udało nam się ich spróbować, popołudniu nie zostało w miasteczku ani jednej. Kilka kilometrów od Monte Sant’Angelo znajduje się opactwo w Pulsano. Droga jest bardzo kręta i jednocześnie malownicza. Chociażby dla tych widoków warto pojechać do Pulsano. Opactwo Santa Maria di Pulsano zbudowano w 591 roku na wysokiej skale, w jej niższych częściach wykuto proste pustelnie. Były one trudno dostępne, dawni pustelnicy często musieli używać lin lub drabin, aby się do nich dostać. Dziś z opactwa poprowadzony jest szlak widokowy, którym można zejść niżej, aby zobaczyć te skalne komnaty, które setki lat temu służyły za schronienie i miejsce odosobnienia. Opactwo w Pulsano San Giovanni Rotondo i kult Ojca Pio Najbardziej turystycznym miejscem, które odwiedziliśmy na Gargano, było San Giovanni Rotondo. Byłoby to miasteczko jakich w Apulii wiele, niczym specjalnym się nie wyróżniające, gdyby nie postać uwielbianego przez Włochów Ojca Pio, który został tu pochowany. San Giovanni Rotondo to drugie po Lourdes najczęściej odwiedzane miejsce pielgrzymek na świecie. Kult Ojca Pio przyciąga tu ponoć ponad 7 000 000 pielgrzymów rocznie. Ogromna liczba, w sezonie i dni uroczystości religijnych San Giovanni Rotondo musi być zapchane ludźmi do granic możliwości. W spokojny, majowy dzień i tak było ich zaskakująco dużo. Co krok trafialiśmy na stragany z figurkami Ojca Pio przeróżnej wielkości, różańcami, zawieszkami z podobizną Ojca Pio i innymi dewocjonaliami. Obok religijnego kultu wyrósł niezły biznes. Pielgrzymi kierują się w San Giovanni Rotondo przed wszystkim do dwóch kościołów. Starego, w którym pochowano Ojca Pio oraz nowego zaprojektowanego z rozmachem w 2004 roku przez architekta Renzo Piano. Myślą przewodnią nowego projektu był wąż. Kościół i miejsce dla pielgrzymów mają wijący się kształt przypominający serpentynę. Architektonicznie projekt jest ciekawy, choć według nas jest mało uduchowiony. Świetnie wyglądają symetrycznie posadzone drzewa na placu dla pielgrzymów, natomiast wnętrze świątyni jest trochę kiczowate, zwłaszcza materiałowe plandeki zastępujące witraże. Bardzo wyróżniają się na tle innych wiekowych i pełnych dbałości o architektoniczne szczegóły włoskich kościołów. Rejs na wyspy Tremiti Dużą popularnością podczas pobytu na Gargano cieszą się jedno- lub wielodniowe rejsy na wyspy, które do Apulii wcale nie przynależą. Nam niestety nie starczyło na to czasu, ale uważamy, że powinniśmy w tym tekście o nich wspomnieć. Wyspy Tremiti to część sąsiedniego regionu Molise. W sezonie można na nie dopłynąć z trzech miejscowości na Gargano – Vieste, Peschici oraz Rodi Garganico. Rozkład promów oraz ich ceny znajdziesz pod tym linkiem. Całoroczne połączenie promowe na Tremiti funkcjonuje z miasteczka Termoli w regionie Molise. Jeżeli nie masz tyle czasu a chciałbyś zobaczyć Gargano od strony wody, może rozważyć wycieczkę łódką do grot wokół Vieste, niektóre z nich obejmują także te plaże. Wycieczka trwa 3 godziny i kosztuje 13 euro za osobę, ale nie spodziewajcie się bardzo kameralnej atmosfery, widzieliśmy łódki z fotelami nawet dla kilkudziesięciu osób. Jak dojechać na Gargano? Na półwysep Gargano najłatwiej jest dotrzeć z lotniska w Bari lub Pescarze. Choć Pescara położona jest w zupełnie innym regionie (Abruzzo), dojazd samochodem z obu miejsc trwa mniej więcej tyle samo – niespełna trzy godziny, a loty do Pescary są zazwyczaj o wiele tańsze. Za bilety lotnicze dla dwóch osób Warszawa-Pescara-Warszawa zapłaciliśmy 420 zł z bagażem. Do tego trzeba doliczyć niespełna 20 euro na opłaty za autostradę w obie strony. Wypożyczalnie samochodów znajdują się bezpośrednio na lotnisku w Pescarze, za samochód na cztery dni w klasie ekonomicznej (klasa Volkswagen Polo) zapłaciliśmy 383 zł z pełnym ubezpieczeniem. Wypożyczalnie znajdują się także na lotnisku w Bari. W sezonie (31 maja – 22 września) z lotniska w Bari kursuje specjalna linia autobusowa Pugliairbus na Gargano, autobus zatrzymuje się w Vieste, Mattinacie, Manfredonii i Monte Sant’Angelo, rozkład jazdy dostępny jest pod tym linkiem. Zgodnie z rozkładem podróż z lotniska do Vieste trwa 2 godziny 51 minut. Do Vieste można także dojechać lokalnymi autobusami Sita z przesiadką w Manfredonii, rozkład jazdy znajdziesz tutaj. Gargano – nasze polecane noclegi Na Gargano nocowaliśmy w dwóch miejscach – w Vieste oraz Peschici, oba noclegi możemy bardzo polecić. W Vieste wybraliśmy nocleg w samym sercu miasteczka w Casa Giuglia. Lokalizacja i taras na dachu są fantastyczne, pokoje są bardzo przyjemne, jest w nich wszystko czego potrzebujesz. Casa Giulia zarezerwujesz pod tym linkiem. Wzdłuż plaż wokół Vieste znajduje się dobrze rozbudowana infrastruktura hotelowa i kempingowa. Można spać tak jak my w centrum miasteczka, ale jeżeli jesteś nastawiony na plażowanie dobrym wyborem może być lokalizacja przy plaży. Więcej opcji noclegowych znajdziesz tutaj: Noclegi w Vieste. W Peschici zdecydowaliśmy się na nocleg blisko plaży w B&B Villa D’Amato. Do pokoju z sporą łazienką i małą garderobą przynależał także mały taras. W obiekcie można korzystać także z basenu i tarasu słonecznego. Do plaży szliśmy jedną minutę, natomiast do historycznego centrum miasteczka około 15 minut. Jeżeli zdecydujesz się na nocleg w tym miejscu, koniecznie spróbuj znakomitych domowych ciast pieczonych przez mamę właściciela! B&B Villa D’Amato zarezerwujesz pod tym linkiem. Będzie nam miło, jeśli rezerwując polecany przez nas nocleg skorzystasz z naszego linka – dla Ciebie cena się nie zmieni, a Booking podzieli się z nami swoją prowizją. Wszystkie posty z Apulii: Apulia Wszystkie posty z podróży do Włoch: Włochy Lubisz nasze wpisy? Będzie nam bardzo miło, jeżeli podzielisz się nimi ze znajomymi i zostaniesz naszym stałym czytelnikiem na blogu, Facebooku i Instagramie!
Z Bolonii do Rimini dotarliśmy wygodnie pociągiem. Był już jednak późny wieczór, więc wszelkie spacery zapoznawcze z tym nadadriatyckim miastem zostawiliśmy sobie na kolejne dni. Czy było warto lecieć do Włoch, by spędzić kilka dni nad morzem, w dodatku w miejscowości, która uchodzi za jedną wielką imprezownię, kipiącą komercją i średnio trzeźwymi Rosjanami? Było warto. I to bardzo. A jeśli jesteście ciekawi, czym można w Rimini nacieszyć oko, to chodźcie z nami na mały spacer. Będzie klimatycznie, kameralnie, kolorowo i... spokojnie. Zabytkowe atrakcje - Co warto zwiedzić w Rimini? Po śniadaniu niespiesznie opuściliśmy naszą hotelową bazę i plażą ruszyliśmy w kierunku centrum. Cisza, spokój, morskie fale delikatnie liżące brzeg pełen chrzęszczących pod butami muszelek. Kilka, może kilkanaście osób w zasięgu wzroku i słońce. Dużo słońca. Okoliczności przyrody idealne na wiosenny reset. Snuliśmy się bez szczególnego planu. Po prostu chłonęliśmy miejsce. Jako pierwsza na naszej drodze pojawiła się Świątynia Malatesty [wł. Tempio Malatestiano]. Ponieważ nie wstrzeliliśmy się w godziny otwarcia, nie zajrzeliśmy do środka. Ale w końcu nie wybraliśmy się do Włoch po to, by biegać wyłącznie po kościołach. Dawka z Bolonii była w sam raz. Stamtąd, idąc ulicą via IV Novembre docieramy na rimińską starówkę z Placem Trzech Męczenników - [wł. Piazza tre Martiri]. Nic tylko przycupnąć tam na kawę i lody. W takich miejscach smakują sto procent lepiej. W oczy, oprócz urokliwych kamienic oczywiście, rzucają się wieża zegarowa i kościół św. Antoniego [wł. Tempietto di Sant'Antonio]. Spacerując dalej, przechodzimy ulicą Corso d'Augusto w kierunku jednego z najbardziej rozpoznawalnych zabytków Rimini - Łuku Augusta [wł. Arco d'Augusto] z pozostałościami murów miejskich. Budowla przetrwała kawał czasu - ponad dwa tysiące lat robią wrażenie. W starożytności ten łuk triumfalny znajdował się na końcu traktu via Flaminia - drogi prowadzącej z Rzymu do ówczesnego Ariminum. Mieli rozmach! Spod Łuku Augusta kierujemy się na plac Piazza Cavour, gdzie dumnie prezentują się między innymi Teatro Galli, czy Antica Pescheria. A to wszystko w towarzystwie gwaru ulicznych rozmów. Idealna miejscówka, by usiąść i poprzyglądać się ludziom. Teraz to już rzut beretem do Mostu Tyberiusza [wł. Ponte di Tiberio]. Po drodze mieliśmy wprawdzie odbić w stronę zamku Castello Malatestiano, ale jakoś nam się zapomniało. Trochę szkoda, ale nic to. Obejrzycie za nas. 😊 Most Tyberiusza, podobnie jak Łuk Augusta to wyjątkowo odporna budowla, mająca również ponad dwa tysiące lat na karku (a może na przęsłach 😂). Niewielki, łukowy most, który przetrwał zawieruchy dziejów. Szczęśliwie nie został wysadzony przez Niemców podczas II Wojny Światowej, nie straszny był i jest mu ruch pieszy i samochodowy. Okolica obfituje w zieleń, jest kolorowa, uliczki są jak z obrazka. W bezpośrednim sąsiedztwie znajduje się dzielnica San Giuliano, typowo włoska, wręcz pocztówkowa. U Agnieszki z bloga Pozornie Zależna znajdziecie mnóstwo cudownych zdjęć obrazujących tę dzielnicę właśnie. Oczywiście Rimini i okolica to nie tylko starożytne zabytki ale również parki rozrywki (dla podróżujących z dzieciakami będą, jak znalazł) - Fiabilandia czy Włochy w miniaturze [wł. Italia in miniatura] i muzea, np. Muzeum Miejskie [wł. Museo della Città di Rimini]. Jest w czym wybierać i co robić. Nic tylko się wybrać. Ale, w naszym odczuciu, zdecydowanie lepiej zrobić to przed sezonem, zanim się tam zjadą wszyscy ci żądni niekończącej się imprezy. Na długi weekend majowy będzie akurat. To jak? Kto z Was się wybiera? A może już byliście? Jeśli tak, podzielcie się wrażeniami. Zapalony górołazik, szwendak, nurek i fotografka-bardzo-amatorka. Kocha podróże, turystykę aktywną i czekoladę w każdej ilości. :)
Wielu turystom Włochy nie kojarzą się dobrze. Wracają z wakacji we Włoszech i snują opowieści: o tłumach i kolejkach, o wygórowanych włoskich cenach (zwłaszcza w szczycie sezonu), o przebiegłych naciągaczach, o brzydkich plażach, o uciążliwej włoskiej sjeście, która zmusza do głodowania w porze obiadowej, czy wreszcie o kradzieżach, których padli ofiarą. Sprawdziliśmy na własnej skórze, ile prawdy jest w tym typowo polskim narzekaniu. Rzeczywiście, doświadczyliśmy wielu ze wspomnianych zjawisk, mimo że na włoską objazdówkę pojechaliśmy we wrześniu, już po wakacyjnym szczycie sezonu. Nie zamierzamy więc owijać w bawełnę i idealizować tego kierunku podróży. Chcemy za to doradzić Wam, jak sobie radzić z niektórymi z włoskich niedogodności. Spróbujemy też wyjaśnić, z czego one wynikają. Na pytanie, czy jechać do Włoszech, odpowiadamy: tak, zdecydowanie! Ale jechać świadomym tego, co może nam się nie spodobać i jak tego uniknąć. A teraz przekonajcie się sami, jak obrócić włoskie wady w intrygującą podróż w głąb włoskiej mentalności. W części pierwszej pisaliśmy, jak zostać cwaniakiem w Wenecji, w drugiej o tym, czemu Włochy to kraj dla starych ludzi, w trzeciej o zaściankowości i uroku toskańskich wiosek, w czwartej o włoskim lansie, w piątej o niezbyt urokliwym wybrzeżu. Czas na ostatni, ale dla nas być może najważniejszy powód, by polubić Włochy. Czas na włoską kuchnię. 6. Kulinarna arogancja. Dlaczego Włosi są nie mniej pyszni od swojej kuchni? „Restauracje oferujące dania z innych regionów świata są traktowane przez Włochów z dużą podejrzliwością (…). Z podobną podejrzliwością spotykają się (…) produkty pochodzenia zagranicznego, dlatego producenci, o ile to możliwe, starają się podkreślać, że ich towar powstał w kraju. (…) Kilkanaście lat po ujednoliceniu europejskich rynków wciąż trudno we Włoszech o jakiekolwiek zagraniczne produkty. (…) Kiedyś w Toskanii zdarzyło mi się poprosić w lokalnym supermarkecie o fetę (…). Doskonały wybór – pochwalił mnie sprzedawca, podając zapakowane zakupy. Świetny włoski ser.”. Jednym z obowiązkowych przystanków w drodze powrotnej z naszej objazdówki jest Parma – kolebka słynnej szynki parmeńskiej i uwielbianego przez nas sera parmigiano reggiano. Okazuje się, że poza starówką z piękną katedrą romańską z XII wieku (to, swoją drogą, podobno jeden z najwspanialszych zabytków romańskich w całych Włoszech), czekają tu nas niezwykłe doznania kulinarne. Zaczynamy od poleconego nam przez znajomego Włocha lokalu z najlepszymi kanapkami w mieście – Clinica del Panino. To niezwykłe miejsce jest idealnym przykładem na to, jaki jest stosunek przeciętnego Włocha do kuchni i jedzenia. Po pierwsze, to rodzinny biznes, z historią i tradycją. Po drugie, jego wystrój kojarzy się z lokalami z lat 80. lub 90., na pierwszy rzut oka jest niedbały i pozostawia wiele do życzenia. Nie ma co doszukiwać się tutaj modnych, instagramowych akcentów typu drewno na ścianach, pastelowe blaty czy wymyślne kafelki. Nikogo tutaj nie interesuje nic poza naprawdę dobrym jedzeniem. A jakie ono będzie w tym miejscu? Proste, kilkuskładnikowe, niezmienne od lat – kolejna kwintesencja włoskości. Wybór w menu jest naprawdę spory (co akurat nie jest typowe dla włoskich lokali), a my decydujemy się na rzekomo najbardziej klasyczne dla Parmy pozycje: kanapkę z pesto di cavallo czyli z… surową koniną, kanapkę z parmeńską salame di felino, oraz przepyszne, zapiekane bakłażany po parmeńsku czyli melanzane alla parmigiana. Wejście do parmeńskiego lokalu Clinica del Panino Niepozorny wystrój kultowego miejsca Kanapka z tatarem z koniny i domowym sosem Słynna parmeńska lodziarnia Banchini Wszystkie cytaty (o ile nie wskazano inaczej) pochodzą z książki J. Hoopera „Włosi”, wydawnictwo WAB, Warszawa 2016. Książka towarzyszyła nam w trakcie całej wyprawy i bez niej ta podróż nie byłaby kompletna. Lubicie włoską kuchnię? Przeczytajcie o tym, co warto zjeść w Toskanii. Na naszym blogu znajdziecie też kilka włoskich przepisów, na przykład na makaron z dziczyzną. O naszych wszystkich przygodach we Włoszech przeczytacie w tej relacji z włoskiej objazdówki. Chcecie jeszcze poczytać o Toskanii? Klikajcie tutaj (zabytki Toskanii), tutaj (miasteczka Toskanii) i tutaj (co warto zjeść w Toskanii). Interesuje Was Wenecja? Tam też byliśmy i o tym piszemy. A może intryguje Was lans w wydaniu włoskim? Napisaliśmy także parę słów o tym, jak idealnie wtopić się we włoski tłum 🙂 KARTA WYJAZDU Długość wyprawy: 14 dni Trasa: Warszawa – Wiedeń – Wenecja – Wodospady Bucamante (Serramazzoni) – Maranello – Florencja – Greve in Chianti – Montefioralle – San Gimignano – Siena – Buonconvento – Montalcino – San Quirico d’Orcia – Pienza – Montepulciano – Jezioro Trazymeńskie – Chiusi – Pitigliano – Ansedonia – Orbetello – Marina di Grosseto – Grosseto – Populonia – Piombino – Rosignano Solvay – Castiglioncello – Costiera di Calafuria – Livorno – Marina di Pisa – Riomaggiore – Lerici – Piza – Lukka – okolice Carrary – Ponte di Vari – Parma – Jezioro Garda – Monachium – Warszawa Regiony: Wenecja Euganejska, Emilia-Romania, Toskania, Umbria, Liguria Środek transportu: kamper Noclegi: w kamperze Wyżywienie: częściej w kamperze (zapasy z Polski + zakupy w tańszych sklepach na miejscu), czasem we włoskich restauracjach. Zakupy spożywcze zazwyczaj robimy w sklepach typu Lidl lub włoski Coop, szukając gotowych włoskich dań za ok. 2-3 euro (np. ravioli z różnymi nadzieniami lub risotto z truflami i borowikami za 3 euro). Łączny budżet na cały wyjazd: 6000 zł (3000 zł od osoby). Budżet uwzględnia wszystkie poniesione koszty (paliwo, opłaty za autostrady, parkingi, wejścia do muzeów i innych atrakcji, noclegi, wyżywienie, a także niespodziewane koszty takie jak serwis auta) włochy zwiedzanie / włochy co zwiedzić we włoszech / włochy co zwiedzać we włoszech / włochy wycieczka objazdowa / włochy autem / włochy samochodem / italia zwiedzanie / włochy zwiedzanie i wypoczynek / włochy co warto zwiedzić / włochy co warto zobaczyć / włochy atrakcje informacje ciekawostki / wakacje we włoszech / wczasy we włoszech / włochy na własną rękę / jak zorganizować wyjazd do włoszech / toskania zwiedzanie / toskania co warto zobaczyć / toskania atrakcje miasta ciekawostki informacje / toskania co zwiedzić / toskania co zwiedzać / jak zorganizować podróż do toskanii / co warto zobaczyć w toskanii / najpiękniejsze miasta i miasteczka w toskanii / winnice w toskanii / co zjeść we włoszech / kuchnia włoska / jedzenie włoskie / czego spróbować we włoszech / czego spróbować w toskanii / kuchnia toskańska / kuchnia w toskanii / jedzenie w toskanii / jedzenie toskańskie / zachodnia toskania / wschodnia toskania / wybrzeże toskanii / wybrzeże toskańskie / piza / okolice pizy / wenecja / wenecja euganejska / co zobaczyć w wenecji / zwiedzanie wenecji / wenecja wakacje informacje ciekawostki / wenecja kiedy jechać / wenecja czy warto jechać / włochy kiedy jechać / toskania kiedy jechać / florencja zwiedzanie wakacje informacje ciekawostki / co zobaczyć we florencji / stolica florencja / val d’orcia / chianti / morze tyrreńskie / wybrzeże tyrreńskie / morze liguryjskie / wybrzeże liguryjskie / liguria / emilia romania / emilia romagna / co warto zobaczyć w ligurii / co warto zobaczyć w emilii romanii / zwiedzanie ligurii / włoskie wybrzeże / włoskie plaże / wakacje we włoszech / włochy wczasy nad morzem / włochy plaże wybrzeże / parma / co zjeść w parmie / gdzie zjeść w parmie / czego spróbować w parmie emilia-romaniakamperkuchnia włoskaparmatanie podróżowaniewłochy Brak komentarzy
Listopad – szaruga i jesienne melancholijki. Luty – okres przejściowy, ani zima, ani wiosna, a zamiast zieleni – plucha i ciemności. Nawet nam zdarza się w takich sytuacjach westchnąć ciężko i zanurkować pod kocyk. Na obie pogodowe przypadłości niezmiennie pomagają dwie rzeczy: słońce i pyszne jedzenie. Gdzie je znaleźć w tak zwanych „okresach przejściowych”? Na przykład we Włoszech :). Dziś zabieramy Was do prowincji Emilia Romagna, do której co prawda zawitaliśmy poźną jesienią, ale jesteśmy przekonani, że ta propozycja sprawdzi się znakomicie również teraz. Słońce, zachwycające targi ze świeżym włoskim jedzeniem i piękna historyczna architektura to nasz pomysł na trzydniowy weekend w oczekiwaniu na wiosnę :). Spokojna Modena, elegancka Parma i historyczna Bolonia. Lub też, jak kto woli, słynny ocet modeński aceto balsamico di Modena, szynka parmeńska i bolońskie pasty. Uprzedzamy: lepiej nie czytać na „głodniaka”. Ciepło Modeny Do Bolonii dolecieliśmy tanim przewoźnikiem i z samego ranka, o jednym ledwie espresso, pognaliśmy na stację namierzyć nasz pociąg do Modeny. Za każdym razem w północnych Włoszech jesteśmy pozytywnie zaskoczeni jakością i łatwością podróżowania koleją. Dotarliśmy do miasta i zaczęliśmy się spokojnie rozglądać. Modena objawiła się nam w różnych odcieniach pomarańczy i ciepłego karminu, które zdobią gęsto pobudowane kamienice. Drewniane okiennice, estetyczne fasady i dopracowane detale – lampy, kwietniki, skwerki- kazały przyglądać się niespiesznie fasadom, podwórkom i zakątkom. Najpiękniejszy był jednak absolutny brak turystów – wpadliśmy wyłącznie na jedną zagraniczną parę, równie nami zdziwioną, co my nimi. Obłędne targowisko pyszności Przyznajemy, że pierwsze kroki skierowaliśmy prosto na główny plac modeński – Piazza Grande, na którym akurat odbywały się targi lokalnego jedzenia. Obfitość przenajróżniejszych produktów i możliwość spróbowania ledwie niewielkich kawałeczków uświadomiło nam najważniejszą turystyczną prawdę: nie ma zwiedzania na pusty brzuch! Krótki dialog przy akompaniamencie burczącego brzucha z brodatym wystawcą zaowocował bardzo konkretnym namiarem: udaliśmy się do Mercato Albinelli. Gdyby mieć taki mercato gdzieś koło nas tak na stałe… A może w sumie lepiej nie mieć :). Stoiska pełne świeżych warzyw, soczystych owoców, najróżniejszych serów, domowych makaronów, nadziewanych pierożków… Wszystkiego można było kupić po małym kawałku, ledwie na spróbowanie, co pasowało nam wręcz doskonale, skoro i tak nie mogliśmy zdecydować się co zjeść. Za pieniądze, za które w knajpie nie dostalibyśmy nawet sztućcy (czyli równowartość tzw coperto), najedliśmy się obłednymi serami i owocami, wygrzewając się w słońcu na spokojnym Piazza XX Settembre. Za rekomendację niech posłuży fakt, że wróciliśmy tu i wieczorem na kolację. W środku mercato rozstawione są nawet niewielkie stoliczki nakryte czerwoną ceratką, przy których na spokojnie można skonsumować lokalne specjały, natomiast sprzedawcy pakują wszystko w plastikowe pudełeczka i oferują sztućce. Ba, do kolacji udało nam się nawet zdobyć „kubek” wina i sącząc trunek, obserwowaliśmy jak cichnie targowy gwar, a sprzedawcy powoli zwijają swoje interesy. Byle się nie spieszyć… Po Modenie najlepiej jest chodzić bez konkretnego planu, najciekawsze są pochowane zakamarki, klimatyczne studnie czy niewielkie knajpki. Szczęśliwie w centrum ciężko się zgubić, a wszystkie drogi prowadzą do głównej przecznicy – Via Emilio Centro. Cały dzień włóczyliśmy się między nimi, co krok odkrywając jakieś nieśmiałe klasztory, obudowane dookoła kościółki i ślepe zaułki. Gdy wędrowaliśmy tak bez celu, najbardziej urzekła nas Via Luigi Carlo Farini, ulica w odcieniach pomarańczy i czerwieni z charakterystycznymi modeńskimi arkadami, prowadząca wprost do majestatycznego Palazzo Ducale. Najciekawiej jest tam z samego rana, gdy plac wokół pałacu jest opustoszały, a poranne promienie słońca barwią fasadę pałacu na kolor biszkoptu. W arkadach Via Luigi kryją się sklepiki ze słynnym modeńskim octem, bary i oczywiście lodziarnie. Było na tyle ciepło, że zawitaliśmy do lodziarni Gelateria Bloom i… zakochaliśmy się od pierwszego liznięcia. Jeśli szukacie lodów bez polepszaczy, barwników i dodatkowo nieprzesłodzonych, musicie tam zajrzeć. Nas uwiodła cała gama specjalnych sezonowych lodów jabłkowych- każdy smak z innej odmiany jabłek, oraz miodowe czy dyniowe eksperymenty. Modena i wielkie obżarstwo… Ledwie skończyliśmy jeść lody, a już trafiliśmy na targ produktów sycylijskich na Piazza Giuseppe Mazzini (uprzedzaliśmy, głodni nie będziecie!). Próbowaliśmy ogarnąć wzrokiem mnogość ciasteczek- rurek cannoli, kruchych, z orzechami, nadzieniem, czekoladowych, maślanych, ale w obawie przed oczopląsem zwróciliśmy się ku mięsiwom. Tu spróbowaliśmy niesamowitej szynki dojrzewającej w grubej otoczce ze sprasowanych ciemnych winogron (tzw wytłoków), pozostałych po tłoczeniu soku. Dzięki temu rozwiązaniu miała lekki posmak czerwonego wina, który świetnie współgral z niezbyt tłustym mięsem. Do tego misy najróżniejszych oliwek i kosze sycylijskich pomarańczy, ciągle jeszcze pachnących słońcem… Ah, ah ah! Skąd ten ocet? Nie mogliśmy się powstrzymać również (wybaczcie!) przed przyjrzeniu się mijanym rano targom ekologicznego jedzenia, organizowanym na Piazza Grande. Taaak, znów jedzenie. Z wystawcami można było uciąć sobie miłą pogawędkę i porozmawiać na przykład o poszukiwaniu trufli lub hodowli szczęśliwych półdzikich świni leśnych, których mięso tytułem długiego życia świnek i „wolnego chowu” jest o wiele smaczniejsze niż świń hodowlanych. Poznaliśmy też metodę produkcji słynnego modeńskiego octu balsamicznego – aceto balsamico di Modena, który wytwarza się z długo gotowanego soku z białych winogron, dzięki czemu ciecz brązowieje. Później doświadcza leżakowania w beczkach, fermentacji i procesu parowania, aż w rezultacie otrzymuje się gęsty aromatyczny ocet. Co ciekawe, na 1 litr takiego octu potrzeba aż 145 kg winogron, a przed sprzedażą ocet leżakuje średnio 12 lat (albo i dłużej!). Modeńska katedra W przerwie między obżarstwem postanowiliśmy jednak coś zwiedzić, bo wbrew pozorom lubimy kulturę, tyle że w pobliżu jedzenia czasem o tym zapominamy :). Udaliśmy się więc do ogromnej modeńskiej katedry, wpisanej wraz z wieżą i placem na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Budowa kościoła zaczęła się już w XI wieku, choć oczywiście jego wygląd zmieniał się na przestrzeni wieków. Dziś zachwyca z każdej strony- czy to od Piazza Grande, z której to perspektywy wieża wydaje się być lekko pochylona, czy od ulicy Corso Duomo, któremu prezentuje majestatyczny portyk podtrzymywany przez dwa lwy z ogromną rozetą po środku. Warto zajrzeć do środka, by przyjrzeć się masywnym murom i dekoracyjnym rozwiązaniom. Za drobną dopłatą można wspiąć się na dzwonnicę i przeczytać o legendarnym skradzionym wiadrze. Kto liczy na piękne fotografie z góry niestety się zawiedzie, ale warto wejść nawet jeśli pięknego ujęcia nie zrobicie. W drodze na stację autobusową zahaczyliśmy również o budynek Foro Boario, dziś mieszczący uniwersytet i bibliotekę, oraz Parco Novi Sad, przez który przebiegał kiedyś rzymski trakt. Kilkanaście metrów pod ziemią (tak zmienił się przez wieki poziom gruntu) odnaleziono świetnie zachowany bruk oraz rzymskie nagrobki tradycyjnie ustawiane wzdłuż dróg. Wypad do Nonantoli Na dworzec udaliśmy się w celu krótkiego wypadu do niewielkiej miejscowości Nonantola (czyż to nie brzmi pięknie?), oddalonej 20 km do Modeny. Tam zobaczyliśmy monaster benedyktyński z VIII (!) wieku i potężną romańską bazylikę – jeśli będziecie w okolicy, warto tu podjechać, choć jest to wizyta na raptem godzinę. Miasteczko ma długą historię, sięgającą aż do średniowiecza, ale niestety mocno ucierpiało w ostatnim trzęsieniu ziemi, które miało miejsce w prowincji w 2012 roku. Bazylika przechodzi więc aktualnie remont, ale i tak zrobiła na nas wrażenie. Poza tym Nonantola to maleńka miejscowość, w której panował totalny spokój, nie działo się nic, a my byliśmy jedynymi turystami tego dnia w niewielkiej informacji turystycznej (a przynajmniej tyle zrozumieliśmy z wywodu po włosku). Następnego dnia z samego rana złapliśmy pociąg od Parmy, o której w naszej kolejnej opowieści! Modena nie słynie z atrakcji turystycznych przy których rzesze turystów robią sobie pamiątkowe selfie. Nie jest to też miasto, które koniecznie trzeba zwiedzać z przewodnikiem w ręku- o wielemilej włóczyć się bez większego celu. W Modenie czuliśmy się trochę jak u mamy, otoczeni ciepłymi kolorami, pysznym jedzeniem i ciekawymi historiami pochowanymi po kątach, czekającymi niespiesznie na odkrycie- przepełniało nas uczucie swojskości, jakbyśmy po dłuższym czasie wracali do znanego nam miejsca. Przyjeżdżajcie leczyć się słońcem :)! DODATKOWE INFORMACJE: Z Bolonii kursują do Modeny regularne i wygodne pociągi, bilety online kupicie tu: , trafiają się bardzo okazyjne ceny, a podróż między miastami trwa zaledwie. W związku z bliskością Bolonii, Modenę można potraktować jako jednodniową wycieczkę, ale my polecamy zostać tam na noc:) Do Nonantoli jeżdżą dwie linie autobusowe z dworca autobusowego w Modenie, bilet kosztuje 5 euro.
emilia romania co warto zobaczyć